Thriller

„Jedenaście godzin” Paullina Simons


Jedenascie-godzin_Paullina-SimonsTa książka mnie totalnie rozczarowała. Wkurzyła. Znużyła. Męczyłam się z nią przez kilka miesięcy, bo nie mam w zwyczaju porzucać zaczętych już historii, choćby nie wiem jak bardzo były beznadziejne. Ale może zacznijmy od tego, o czym jest ta powieść.

Główną bohaterką jest Didi – szczęśliwa żona i matka dwojga dzieci, która spodziewa się kolejnego potomstwa. Kobieta jest już w dziewiątym miesiącu ciąży a rozwiązanie ma nastąpić lada dzień. Jednak Didi jest przekonana, że doskonale daje sobie radę i dodatkowe kilogramy nie staną jej na przeszkodzie, aby w 40 stopniowy upał wybrać się do centrum handlowego i zakupić nowy zestaw seksownej bielizny od Victoria’s Secret. Podczas szaleńczych zakupów kobieta dostrzega, że kręci się koło niej nieznajomy mężczyzna, który w pewnym momencie nawet do niej zagaduje. Didi zbywa go półsłówkami i po chwili udaje się na parking, aby wsiąść do swojego auta i pojechać na umówione spotkanie z mężem. Ale mężczyzna dopada ją, kiedy ta niezgrabnie szarpie się z torbami i gorączkowo poszukuje kluczyków do samochodu. Jak zahipnotyzowana, poddaje się mężczyźnie i pozwala wepchnąć do jego auta. Bo taka jest właśnie Didi – lekkomyślna i bezradna.

W tym samym czasie Rich, zaniepokojony spóźnieniem żony, która na dodatek nie odbiera telefonu, udaje się do centrum handlowego i tam z relacji naocznych świadków dowiaduje się, że jego żonę widziano w towarzystwie jakiegoś mężczyzny. Rich nie do końca chce wierzyć, że Didi mogło spotkać coś złego, jednak jego mroczne przeczucia potwierdza torba z preclami porzucona na parkingu obok ich minivana, na której Rich wyczuwa zapach mleczka kosmetycznego żony. Mężczyzna od razu zawiadamia policję, która z kolei traktuje go bardzo lekceważąco, a wręcz podejrzliwie. Z pomocą przychodzi Richowi bohaterski agent FBI, który obiecuje, że przetrząśnie niebo i ziemię, żeby znaleźć Didi. Nie przeszkadza mu w tym aroganckie i agresywne zachowanie Richa, który stawia na nogi cały komisariat i zachowuje się jak rozwydrzony bachor. Ja rozumiem, że w takich okolicznościach bliscy mają prawo być nerwowi, ale Richowi po prostu w tamtym momencie należał się kopniak w tyłek. Scottowi (temu super agentowi) jednak nie przeszkadza niegrzeczne zachowanie Richa. Wprost przeciwnie – ich relacje stają się wręcz absurdalne. Scott zdradza mu wszelkie szczegóły śledztwa i wprowadza w tajniki pracy FBI. W pewnym momencie Rich i Scott zaczynają się zachowywać się jak dwaj „funfle” ze szkolnych lat. Agent nawet wręcza mężowi Didi kamizelkę kuloodporną i zabiera go na przejażdżkę helikopterem po okolicy (WTF???). Nie wiem jak to wygląda w USA, ale u nas na bank by coś takiego nie przeszło…

Wracając do Didi i jej porywacza, Lyle’a… Pędzą autostradą w stronę Meksyku. Podczas podróży ucinają sobie niczego nieprzypominające „pogawędki”. Didi wciąż drażni napastnika, zadając mu bezsensowne pytania, a ich dyskusje do niczego nie prowadzą. Kobieta jest wyczerpana i spragniona. Wpada nawet na pomysł, aby wyskoczyć z rozpędzonego samochodu, ale w mig uświadamia sobie, że może zrobić krzywdę dziecku. O czym jeszcze myśli Didi?

„Usiłowała promieniować dobrymi, chrześcijańskimi myślami, ale nie wyczuwała obok siebie duszy tego mężczyzny. Modląc się w kościele, była szczęśliwa i spokojna, ponieważ czuła wokół siebie inne dusze. W samochodzie Lyle’a jednak otaczała ją pustka.”

Didi bardzo często wznosi modły do Boga i rozpaczliwie prosi Go o pomoc. Nie mam nic przeciwko temu, jednak autorka trochę przesadziła z nadmiarem tej religijności. Wciąż tylko pytania: Gdzie jest teraz Bóg? Dlaczego Bóg ją opuścił? Czy Bóg stał się jej wrogiem? Didi została przedstawiona tutaj niczym jakaś dewotka, która potrafi jedynie klepać wyuczone regułki. Drażniła mnie jej bezradność i przywiązanie do rzeczy materialnych. Wolała się szarpać z porywaczem i dała sobie pociąć palce, zanim ustąpiła i oddała Lyle’owi obrączkę.

„Pięć lat ją spłacali i był to jedyny pierścionek Didi, gdyż największe skarby świata nie równały się z jej cudownym brylantem. Często przyjaciółki radziły, by schowała obrączkę w bankowym sejfie, bo inaczej ktoś może ją ukraść. Raz nawet zaproponowała to Richowi.”

A co na to Rich?

„ – Co zrobisz? Ilekroć zapragniesz cieplej o mnie pomyśleć, będziesz pędziła do banku?”

Śmiechłam.

Co do porywacza, to jest on chyba najlepiej nakreśloną postacią w tej książce. Jest nieprzewidywalny, niezrównoważony i bez skrupułów. Bez mrugnięcia okiem znęca się nad Didi, psychicznie i fizycznie. Lyle zdaje się nie zważać na błogosławiony stan, w którym jest kobieta. Wciąż rzuca nią o ziemię, popycha, łamie jej nos i zadaje mnóstwo innych obrażeń, które powoli odbierają Didi siły. Jednak porywacz jest w swoich działaniach bardzo chaotyczny i niezorganizowany. O jego prawdziwym motywie porwania dowiadujemy się dopiero w ostatnim rozdziale (yay! jest element zaskoczenia!). Z minuty na minutę przeobraża się z szarmanckiego mężczyzny w potwora, który nie cofnie się przed niczym. Lyle to człowiek ohydny, wyuzdany, napawający obrzydzeniem. Didi, pomimo swej ogromnej miłości do bliźnich, powoli zaczyna pałać do mężczyzny nienawiścią i w duchu wyzywa go, używając wszystkich tych słów na „s” i na „ch”. Jednak w głębi duszy wciąż walczy ze swoją moralnością:

„ – Potem przeprowadziłem się do Dallas. Nikogo tam nie znałem. Chciałem tylko zniknąć. Umrzeć.

[Didi] Stała z pochylona głową, zastanawiając się, dlaczego tego nie zrobił. […]

– […] Nie jestem typem samobójcy.

– Nie? – spytała z żalem Didi.

Stali ramię w ramię, oboje zdruzgotani. Didi przygniatały rozterki moralne, Lyle’a rozpacz.”

Taaa, a mnie przygniatały wyrzuty sumienia, że sięgnęłam po tę powieść. Mogłabym tak przytaczać fragmenty książki bez końca. Na przykład … wszystkie rozmowy Scotta i Richa, które są po prostu sztuczne i wymuszone. Scott próbuje pokazać, jakim jest macho, a Rich zachowuje się jak rozhisteryzowana baba. Nie dało się tego czytać! Pomijam już fakt, że nasi supermeni lądują swoim śmigłowcem na środku skrzyżowania podmiejskiej ulicy tylko po to, aby przesłuchać parę staruszków.

Być może narażam się teraz wszystkim fanom tej autorki, ale z przykrością stwierdzam, że książka jest po prostu słaba. Postaci są irytujące i sztuczne. Nie ma tutaj żadnych emocji, bohaterowie zachowują się tak, jakby czytali swoje kwestie z kartek. Autorka miała świetny pomysł na dobry thriller, ale gdzieś po drodze się zagubiła i zaplątała. Nie polecam, a wręcz odradzam.

Moja ocena: 2/5
Tytuł oryginalny: Eleven Hours
Rok wydania: 2013
Gatunek: thriller
Advertisements

5 thoughts on “„Jedenaście godzin” Paullina Simons

  1. Paullina Simons ma wielki talent… do tworzenia najbardziej irytujących bohaterów. U mnie książka czeka na polce, ale po twojej recenzji chyba jeszcze długo sobie tam poleży.

    1. No, chciałabym widzieć minę Twoich sąsiadów jak usłyszeli śmiechnięcie 😛 („zwariowała czy co”? :P). Ja znalazłam w internecie tą książkę w dość ciekawej cenie i chciałam się skusić. Dobrze, że pokusiłam się o podpowiedź wujka Google czy warto ją przeczytać 🙂 Cóż no, musi być jakaś równowaga – są książki lepsze i gorsze 😉

  2. Witam
    Kiedyś bardzo dawno temu czytałem książkę tej autorki chyba tytuł Jeździec miedziany , bardzo poruszająca książka,bo miłość na wojnie jest ciężka i wymaga poświęceń. Jednak tej książki jeszcze nie sięgnąłem. Mam nadzieję, że tak samo mnie wciągnie jak tamta.Także zabieram się za czytanie Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s